I wtedy coś mnie olśniło. To przecież nie jej wina. Ona się bała. Nie powinno się karać koni za strach. Przecież strach u koni wywołuje takie właśnie reakcje. To normalny odruch w czasie strachu. Ucieczka. Kopanie. Wierzganie. Wyrywanie się, żeby tylko uciec. A ludzie, którzy dodatkowo też się bali i byli mega wkurzeni i rozkojarzeni, jeszcze bardziej na to wpływali.
Tutaj właśnie był ten błąd! Zamiast pokazać koniowi, że nic strasznego się nie dzieje, że wszyscy są przyjaźnie nastawieni, że będzie dobrze ja i tata byliśmy według Wanilii strasznymi przywódcami, a może nawet potworami.
Wiem, że to może śmiesznie i dziecinnie brzmi, ale ja tak to odczułam.
Stwierdziłam, że nie możemy jej ukarać i nie powinniśmy zostawiać jej w takim stanie. Wanilia myła strasznie wystraszona, oczy miała dookoła głowy, nie wiedziała co się dzieje, i co trochę wpadała w panikę..
Weszłam z powrotem do środka stajni i siadłam obok niej. Chciałam jej pokazać, że przy mnie nie musi się bać, a szczególnie, że nie jestem do niej negatywnie nastawiona, że chcę dla niej dobrze, a nawet jak najlepiej. I wtedy do mnie dotarło, że to ja gorzej się bałam niż ona sama. Wanilia reagowała coraz to bardziej panicznie widząc przerażoną mnie.
To bardzo miłe uczucie kiedy zamykasz konia i żegnasz go na dobranoc z uczuciem bezpieczeństwa. Gdy wiesz, że koń jest bezpieczny i że KOŃ TEŻ TAK SIĘ CZUJE.
To był jeden z najważniejszych jak dla mnie przełomów w naszej relacji. Niby nic, a jednak wielkia przeszkoda, która nie pozwalała nam dalej się rozwijać. Nam obu...
Wczorajszy dzień zakończył się bardzo pozytywnie. Cieszę się, że zauważyłam swój błąd i zostałam z Wanilią i RAZEM się uspokoiłyśmy i wszystko przemyślałyśmy. Dobrze, że nie odeszłam widząc jej strach w oczach i wiedząc, że nie tylko boi się zostać sama, ale boi się też i mnie..
Dziękuję!
Kocham najmocniej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz