Noc przemyśleń..

Wczoraj wzięło mnie na przemyślenia, ponieważ po zamknięciu w stajni na noc Wanilia zaczęła strasznie dziwnie się zachowywać.. tak jakby się bała. Mój tata chciał wystrugać jej kopyta, ale Wanilia jak to ona zaczęła się wyrywać i skakać na trzech nogach, a mój tata nigdy nie odpuszcza i młoda przygniotła mojego tatę do ściany. Zaczęła kopać i biegać w boksie. Później tata stwierdził, że nie będzie Wanilii zostawiać otwartych górnych drzwi za karę.
I wtedy coś mnie olśniło. To przecież nie jej wina. Ona się bała. Nie powinno się karać koni za strach. Przecież strach u koni wywołuje takie właśnie reakcje. To normalny odruch w czasie strachu. Ucieczka. Kopanie. Wierzganie. Wyrywanie się, żeby tylko uciec. A ludzie, którzy dodatkowo też się bali i byli mega wkurzeni i rozkojarzeni, jeszcze bardziej na to wpływali.
Tutaj właśnie był ten błąd! Zamiast pokazać koniowi, że nic strasznego się nie dzieje, że wszyscy są przyjaźnie nastawieni, że będzie dobrze ja i tata byliśmy według Wanilii strasznymi przywódcami, a może nawet potworami.
Wiem, że to może śmiesznie i dziecinnie brzmi, ale ja tak to odczułam.
Stwierdziłam, że nie możemy jej ukarać i nie powinniśmy zostawiać jej w takim stanie. Wanilia myła strasznie wystraszona, oczy miała dookoła głowy, nie wiedziała co się dzieje, i co trochę wpadała w panikę..
Weszłam z powrotem do środka stajni i siadłam obok niej. Chciałam jej pokazać, że przy mnie nie musi się bać, a szczególnie, że nie jestem do niej negatywnie nastawiona, że chcę dla niej dobrze, a nawet jak najlepiej. I wtedy do mnie dotarło, że to ja gorzej się bałam niż ona sama. Wanilia reagowała coraz to bardziej panicznie widząc przerażoną mnie.
Zaczęłam starać się ukryć mój strach, za każdym razem kiedy obok mnie przechodziła lub gdy podniosła głowę, bo coś usłyszała - ja już byłam cała szczerze zesrana ze strachu, że zaraz znów zacznie szaleć, wierzgać i uciekać. Myślałam ciągle, że mnie staranuje. Że nawet nie przeżyję, bo Wanilia mnie zabije, że mnie kopnie czy coś w tym stylu. Byłam przerażona tymi myślami, a to mi nie pomagało. Chciałam się wyciszyć, uspokoić i pomyśleć o czymś przyjemnym i trochę mi się udało. Wanilia gdy wychodziłam spokojnie wybierała coś smacznego ze słomy, a ja z uśmiechem na twarzy opuściłam ją. Oczywiście w domu przemyślałam wszystko jeszcze raz i dlatego tutaj to piszę. Bo chciałabym, żeby te wszystkie przemyślenia gdzieś przelać, po prostu to z siebie wyrzucić i móc tutaj wrócić.
To bardzo miłe uczucie kiedy zamykasz konia i żegnasz go na dobranoc z uczuciem bezpieczeństwa. Gdy wiesz, że koń jest bezpieczny i że KOŃ TEŻ TAK SIĘ CZUJE.
To był jeden z najważniejszych jak dla mnie przełomów w naszej relacji. Niby nic, a jednak wielkia przeszkoda, która nie pozwalała nam dalej się rozwijać. Nam obu...
Wczorajszy dzień zakończył się bardzo pozytywnie. Cieszę się, że zauważyłam swój błąd i zostałam z Wanilią i RAZEM się uspokoiłyśmy i wszystko przemyślałyśmy. Dobrze, że nie odeszłam widząc jej strach w oczach i wiedząc, że nie tylko boi się zostać sama, ale boi się też i mnie..
Dziękuję!
Kocham najmocniej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz